Wojna o wizerunek

Świadomy odbiorca mediów, czyli człowiek mądry, myślący samodzielnie nie ma łatwego życia w czasach, w których stają się one bogiem.

Bogiem, podług którego funkcjonuje większość osób, zwłaszcza tych z pierwszych stron gazet. Politycy, biznesmani, celebryci – wszyscy istnieją w naszej świadomości dzięki mediom. Warto zwrócić większą uwagę na polityków. Tylko w tej „branży” chlebem powszednim w walce o poparcie ludzi stał się czarny PR.

Generalnie rzecz biorąc, trudno o etykę, jeśli w grę wchodzi władza, jednak broń ta okazał się najcięższym działem, wyciąganym, by zniszczyć, a raczej rozbić w drobny mak przeciwnika. Ponoć w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. Przyjrzyjmy się zatem, czy wspomniany wcześniej czarny PR można wybaczyć naszym rządzącym.

Czym ów czarny PR w ogóle jest?

Otóż, jest to po prostu antyreklama, wręcz dezinformacja, różnego rodzaju oszustwa w sferze marketingu i, przede wszystkim, propaganda, czyli manipulowanie wizerunkiem przeciwnika w taki sposób, by jego społeczne poparcie zmniejszyło się. Oczywiście, jak to z manipulacją bywa, nikt nie może dowiedzieć się, że we wszystkim palce maczają piarowcy. W dyskredytowaniu przeciwnika chętnie pomagają również dziennikarze, dokonujący przecieków informacji mogących zaszkodzić drugiej stronie. Nieważne, że informacja ta jest tylko domysłem lub całkowicie zmanipulowaną prawdziwą wiadomością. To właśnie istota czarnego PR-u – naprawdę nie ma miejsca. Liczy się skuteczność. Chodzi więc o to, aby w świadomości każdego odbiorcy pojawiło się powiązanie między jakimś haniebnym wydarzeniem, a twarzą znienawidzonego przeciwnika.

Każdy krok w tej materii jest dokładnie zaplanowany. Czy istnieje większy cios dla polityka walczącego o „stołek” niż podważenie jego wiarygodności? Nie, i na tym bazują specjaliści, jeśli zechcą „pobawić” się w czarny PR. Jedną informację są w stanie zmodyfikować w taki sposób, by odbiorcy przekazu doszli do zupełnie innych wniosków, do jakich doszliby, gdyby obejrzeli niezmanipulowany materiał. Na szczęście, proceder ten jest krytykowany i opisywany wprost słowem: „nieetyczny”. Jeśli do wiedzy opinii publicznej wyciekną głosy o tym, że któryś z przeciwników brał udział w tym procederze, jest to jego gwóźdź do zawodowej trumny. Zostaje (słusznie) uznany za oszusta i człowieka niemoralnego.

Prawdopodobnie więc, mało kto chce angażować się w tego rodzaju przedsięwzięcie. Pocieszające, choć smuci fakt, że są ludzie zdolni podobne niegodziwości, by sprawować rząd dusz.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *