Atak reklam

Codziennie, dosłownie na każdym kroku jesteśmy atakowani. Nie chodzi o ludzi, a reklamy.

Duże miasta są wręcz naszpikowane obwieszone bilboardami niczym choinka bombkami. Jadąc samochodem, w radio czasem słuchać więcej reklam niż samych audycji. O telewizji i Internecie nie ma nawet co wspominać, bo to właśnie to są „Mekki” wszystkich reklam. Przyjemnie czasem zawiesić oko na ładnym plakacie reklamowym, czy uroczym spocie telewizyjnym z piękną muzyką w tle. Trzeba jednak uważać, na co patrzymy, bowiem reklama, zwłaszcza telewizyjna i internetowa są jedną wielką manipulacją, mającą kreować nasze potrzeby. A, żeby ukryć ich prawdziwy cel, specjaliści z agencji reklamowych tworzą otoczki wręcz bajkowe. Żaden kadr, żaden detal, żaden akord nie są przypadkowe, choć wydaje się, jakby to 30-sekundowe dzieło wyglądało jak nagrani amatorską kamerą prawdziwie szczęśliwi ludzie.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda samo nakręcanie 30-sekundowego spotu reklamowego?

Patrząc na niektóre z nich, oczy można przecierać z wrażenia, jak wiele agencja jest w stanie zrobić dla 30 sekund manipulacji, ale i dla wielkiego wynagrodzenia. Oczywiście, nie wszystkie reklamy to wymysł diabła, jednak nie oszukujmy się – większość to prawdziwe mistrzostwo agitacji i wmawiania ludziom, że „tego właśnie potrzebujecie!”. W dosyć odległej przeszłości, bo na początku XX wieku, gdy reklama raczkowała, nie budziła tylu negatywnych odczuć. Zapewne wszystko obijało się o słabo rozwiniętą technologię, jednak warto zauważyć, że wraz z rozwojem kinematografii, branża reklamowa rozwija się w zastraszającym tempie. Pytanie tylko, czy rozwój ten idzie w dobrym kierunku? Jak daleko marketingowy są w stanie wtargnąć w nasza prywatność, by osiągnąć swój cel.

Ich bezwzględność widać bardzo wyraźnie w okresach przedświątecznych, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem i Wielkąnocą. Nawet telefonie komórkowe, osiągając poziom „master” pod względem natarczywości, tworząc reklamy „dzwoniące” do klientów. Dlaczego nikogo to nie oburza? Nie można spokojnie zjeść obiadu po ciężkim dniu, bo telefon dzwoni, nie wiadomo, kto to, bo numer zastrzeżony, więc na wszelki wypadek lepiej odebrać. Pytasz: ”Halo?”, a po drugiej stronie słyszysz nagrany głos, oferujący nowe promocje na święta.

Jak nie oszaleć i nie zepsuć sobie nastroju całkowicie?

Co zrobić, by przeżyć kolejny atak marketingowy?

Istnieje jedna stara, bardzo dobra, wręcz niezawodna rada, przedstawiona w jednym z polskich filmów. Brzmi ona: „Trzeba się wyluzować”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *