Archiwum kategorii: Marketing

W kierunku rozwoju

Rozwój firmy i przedsiębiorstwa to jeden z głównych celów każdego, kto prowadzi działalność gospodarczą lub kieruje przedsiębiorstwem. Właściwa wiedza to jeden z elementów składowych procesu ukierunkowanego na rozwój.

Rozwój – wspólny cel

Każda firma działająca w przestrzeni gospodarczej dąży do ciągłego rozwoju. Odnosi się to zarówno do podnoszenia wydajności przedsiębiorstwa, jak i obniżania kosztów działania czy zwiększania konkurencyjności firmy na rynku. Doskonałym sposobem na poznanie nowych sposobów dochodzenia do sukcesu jest udział w różnego rodzaju konferencjach i sympozjach. Wydaje się, że najlepszą nauczycielką jest rzeczywistość, zatem najbardziej wartościowe są spotkania praktyków czyli osób stale dążących do sukcesu i teoretyków tematu, którzy wskażą możliwość różnorodnych rozwiązań.

Konferencje to doskonały sposób na spotkania i wymianę doświadczeń. Każda branża posiada własne, charakterystyczne założenia i wymagania. Branżowe spotkania pozwalają przedstawić różnorodne rozwiązania, które mogą być dostosowane do indywidualnych potrzeb firm czy przedsiębiorstw.

Na konferencjach takich z powodzeniem można dyskutować o wartościowych koncepcjach zarządzania przedsiębiorstwem. Jedną z nich jest Lean manufacturing.

Konferencje Lean

Ten rodzaj spotkań o charakterze biznesowo – szkoleniowym to doskonały sposób, aby zarówno w teoretyczny, jak i praktyczny sposób poznać zasady optymalizacji wydatków na rzecz wzrostu wydajności i konkurencyjności działania przedsiębiorstwa. Ten rodzaj spotkań osób odpowiedzialnych za kierowanie przedsiębiorstwem oraz naukowców i szkoleniowców stale podnoszących swoje umiejętności i poziom wiedzy zawsze przynosi wiele korzyści zarówno jednym, jak i drugim.

Konferencje dotyczące Lean manufacturingu zawsze wskazują nowe, często jeszcze nie stosowane na rodzimym obszarze rozwiązania, które weszły już do uzusu na terenach dalekowschodniej Azji, w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Zasady zarządzania przedsiębiorstwem, pozwalające na optymalizację kosztów przy jednoczesnym utrzymaniu jakości produkcji, są zawsze poszukiwane przez głównych menedżerów firm i przedsiębiorstw.

Tego typu spotkania, jak konferencja Lean pozwalają odkrywać wciąż nowe możliwości w zakresie złotego środka prowadzącego do równowagi pomiędzy wydatkami na inwestycje a stałymi niezbędnymi wydatkami związanymi z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa na rynku. Na takich konferencjach rozmawia się o wykrywaniu i usuwaniu niepotrzebnych procesów, które nie prowadzą do podniesienia jakości wytwarzanego produktu i jednocześnie zwiększają cenę tworzonego produktu.

Nadruki reklamowe sposobem na zatrzymanie klienta

Firmy mierzące w strategie długofalowe powinny inwestować w trwałe materiały reklamowe czyli takie, których klient nie pozbędzie się już po 10 minutach. Przykładem tego jest wizytówka, którą większość klientów i tak gubi z czasem i zapomina, że w ogóle ją posiadał. Podobnie dzieje się chociażby z ulotkami. W wielu przypadkach jednak możemy zachować się sprytniej i wręczyć klientowi jakiś gadżet z nadrukiem. Takim nadrukiem oczywiście może być logo naszej firmy czy też slogan lub inny nasz znak rozpoznawczy. Takie nadruki reklamowe często wykonywane są chociażby na długopisach.

Powodem robienia nadruków reklamowych na bardziej trwałych materiałach jest chęć zachowania na dłużej wartości reklamowej danego przedmiotu. Klient, któremu spodoba się długopis rzecz jasna będzie go używał nieświadomie reklamując naszą firmę, nas i nasze produkty jednocześnie. Dlatego tak ważny jest dobór miejsca na którym taki nadruk reklamowy zostanie wykonany. Dzięki temu, że uda się nam przysłowiowy strzał w dziesiątkę być może jednorazowego użytku wizytówkę uda się nam zamienić na znacznie trwalszą formę reklamy, która będzie nas promować znacznie dłuższy czas. Czy takie nadruki reklamowe są drogie? Oczywiście, że nie. To nie jest usługa grawerowania. Sam nadruk to niezwykle tania sprawa, ale pod warunkiem, że zdecydujemy się na wykonanie go na większej ilości elementów. Wtedy właściwie agencji wykonującej takie nadruk zacznie się to opłacać i zamówienie zostanie przyjęte. Wiele agencji co prawda chętnie wykonuje już nadruki nawet na 1 sztuce, ale jednak nie jest to jeszcze praktyka tak popularna. Nadruki reklamowe wykonywane są przeróżnymi technikami, takimi jak chociażby tampodruk, kiedy mamy do czynienia z nierówną powierzchnią. Praktycznie dzisiaj nie istnieją rzeczy, na których takie nadruki reklamowe nie mogłyby się znaleźć z przyczyn ograniczeń technologicznych.

Dzięki nadrukom reklamowym na gadżetach firmowych znacznie zwiększymy efektywność reklamy i wszelkich działań marketingowych naszej firmy. To nowoczesna forma reklamy, która jednak błyskawicznie przyjęła się w naszym kraju w ostatnich latach i dzisiaj praktycznie każda szanująca się firma takie nadruki na czymś wykonuje. Niekoniecznie są to modne w tej dziedzinie długopisy, ale na innych elementach, które chętnie są klientom oddawane często właśnie takie niewielkie nadruki z logiem znajdziemy. Nadruki to wbrew pozorom niezwykle silny oręż reklamowy, skutecznie pozyskujące klientów i działające w wydłużonym okresie czasu. I może właśnie dlatego ich popularność jest tak wielka.

Co to jest przekaz podprogowy?

W naszym świecie mamy do czynienia ze zjawiskiem typu Yeti – nikt ich nie widział, ale wszyscy o nich słyszeli.

Jednym z takich zjawisk jest przekaz podprogowy, a dokładniej – reklama podprogowa. Jeżeli nie nasz definicji tego pojęcia, to bardzo możliwe, że w Twojej głowie zaświta zdanie: ”Gdzieś o tym słyszałem/słyszałam”. Teraz czas na kilka słów o samym przekazie podprogowym. Polega on na działaniu informacji na mózg poza świadomością, że informacja ta w ogóle się pojawiła. Oznacza to, że w naszym umyśle mogą gromadzić się komunikaty, na których przyswojenie lub nieprzyswojenie nie mieliśmy żadnego wpływu.

Jak przekazy tego rodzaju mogą w ogóle do nas dotrzeć?

Główną rolę grają dwa zmysły: wzrok i słuch. To na nie działają bodźce trwające tak krótko (na wzrok działać powinien krócej niż 0,04 sekundy), że niemożliwym jest świadome zarejestrowanie ich wystąpienia. Niektórzy zapytają – po co cała ta szopka? Po to, aby owe podprogowe komunikaty w określony sposób miały wpływ na przetwarzanie innych bodźców docierających do naszych mózgów. Istnieją opinie mówiące, jakoby impulsy odbierane w czasie snu są odbierane i przetwarzane na podobnych zasadach.

To właśnie na tym etapie zaczęła się rodzić histeria, bowiem, jeżeli byłoby tak, jak we śnie, oznaczałoby to iż jesteśmy bardzo podatni na manipulację, wręcz bezbronni, bo główny przekaz jest ukryty. Miałoby to prowadzić do swoistego „prania mózgu”, ponieważ myśl przemycona „tylnymi drzwiami” wyda nam się naszą własną, autorska myślą bądź pragnieniem, potrzebą, co mogłoby się okazać świętym Graalem marketingowców i piarowców.

W reklamie, umieszczenie klatek długości mniejszej niż 0.04 sekundy to żaden problem, ale czy tak naprawdę w ogóle miało to kiedykolwiek miejsce?

Prawdziwe przerażenie wzbudził eksperyment z 1957 roku, kiedy to James Vicary postanowił zamienić pojedyncze klatki filmu w kinie w Fort Dix. W dodanych klatach miały wyświetlać się napisy: „Pij Colę” oraz „Jedz popcorn”. Podobno po zakończeniu seansu, wzrosła liczba zakupionej Coli i popcornu. „It’s alive!”- jak mawiał dr Frankenstein.

Prawda okazała się jednak mniej przerażająca, a bardziej niesmaczna. Badania te okazały się zwyczajnym szwindlem. Współcześni psychologowie dosyć zgodnie twierdzą, że reklama podprogowa nie ma racji bytu, a nawet, jeśli ktoś ja uskutecznia, to wiele nie zdziała. Nie jesteśmy bezmózgimi zombie.

Szkoda, że często swoim zachowaniem potwierdzamy, że używamy mniej niż 1% mózgu, a raczej zdrowego rozsądku.

Atak reklam

Codziennie, dosłownie na każdym kroku jesteśmy atakowani. Nie chodzi o ludzi, a reklamy.

Duże miasta są wręcz naszpikowane obwieszone bilboardami niczym choinka bombkami. Jadąc samochodem, w radio czasem słuchać więcej reklam niż samych audycji. O telewizji i Internecie nie ma nawet co wspominać, bo to właśnie to są „Mekki” wszystkich reklam. Przyjemnie czasem zawiesić oko na ładnym plakacie reklamowym, czy uroczym spocie telewizyjnym z piękną muzyką w tle. Trzeba jednak uważać, na co patrzymy, bowiem reklama, zwłaszcza telewizyjna i internetowa są jedną wielką manipulacją, mającą kreować nasze potrzeby. A, żeby ukryć ich prawdziwy cel, specjaliści z agencji reklamowych tworzą otoczki wręcz bajkowe. Żaden kadr, żaden detal, żaden akord nie są przypadkowe, choć wydaje się, jakby to 30-sekundowe dzieło wyglądało jak nagrani amatorską kamerą prawdziwie szczęśliwi ludzie.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda samo nakręcanie 30-sekundowego spotu reklamowego?

Patrząc na niektóre z nich, oczy można przecierać z wrażenia, jak wiele agencja jest w stanie zrobić dla 30 sekund manipulacji, ale i dla wielkiego wynagrodzenia. Oczywiście, nie wszystkie reklamy to wymysł diabła, jednak nie oszukujmy się – większość to prawdziwe mistrzostwo agitacji i wmawiania ludziom, że „tego właśnie potrzebujecie!”. W dosyć odległej przeszłości, bo na początku XX wieku, gdy reklama raczkowała, nie budziła tylu negatywnych odczuć. Zapewne wszystko obijało się o słabo rozwiniętą technologię, jednak warto zauważyć, że wraz z rozwojem kinematografii, branża reklamowa rozwija się w zastraszającym tempie. Pytanie tylko, czy rozwój ten idzie w dobrym kierunku? Jak daleko marketingowy są w stanie wtargnąć w nasza prywatność, by osiągnąć swój cel.

Ich bezwzględność widać bardzo wyraźnie w okresach przedświątecznych, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem i Wielkąnocą. Nawet telefonie komórkowe, osiągając poziom „master” pod względem natarczywości, tworząc reklamy „dzwoniące” do klientów. Dlaczego nikogo to nie oburza? Nie można spokojnie zjeść obiadu po ciężkim dniu, bo telefon dzwoni, nie wiadomo, kto to, bo numer zastrzeżony, więc na wszelki wypadek lepiej odebrać. Pytasz: ”Halo?”, a po drugiej stronie słyszysz nagrany głos, oferujący nowe promocje na święta.

Jak nie oszaleć i nie zepsuć sobie nastroju całkowicie?

Co zrobić, by przeżyć kolejny atak marketingowy?

Istnieje jedna stara, bardzo dobra, wręcz niezawodna rada, przedstawiona w jednym z polskich filmów. Brzmi ona: „Trzeba się wyluzować”.

Wojna o wizerunek

Świadomy odbiorca mediów, czyli człowiek mądry, myślący samodzielnie nie ma łatwego życia w czasach, w których stają się one bogiem.

Bogiem, podług którego funkcjonuje większość osób, zwłaszcza tych z pierwszych stron gazet. Politycy, biznesmani, celebryci – wszyscy istnieją w naszej świadomości dzięki mediom. Warto zwrócić większą uwagę na polityków. Tylko w tej „branży” chlebem powszednim w walce o poparcie ludzi stał się czarny PR.

Generalnie rzecz biorąc, trudno o etykę, jeśli w grę wchodzi władza, jednak broń ta okazał się najcięższym działem, wyciąganym, by zniszczyć, a raczej rozbić w drobny mak przeciwnika. Ponoć w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. Przyjrzyjmy się zatem, czy wspomniany wcześniej czarny PR można wybaczyć naszym rządzącym.

Czym ów czarny PR w ogóle jest?

Otóż, jest to po prostu antyreklama, wręcz dezinformacja, różnego rodzaju oszustwa w sferze marketingu i, przede wszystkim, propaganda, czyli manipulowanie wizerunkiem przeciwnika w taki sposób, by jego społeczne poparcie zmniejszyło się. Oczywiście, jak to z manipulacją bywa, nikt nie może dowiedzieć się, że we wszystkim palce maczają piarowcy. W dyskredytowaniu przeciwnika chętnie pomagają również dziennikarze, dokonujący przecieków informacji mogących zaszkodzić drugiej stronie. Nieważne, że informacja ta jest tylko domysłem lub całkowicie zmanipulowaną prawdziwą wiadomością. To właśnie istota czarnego PR-u – naprawdę nie ma miejsca. Liczy się skuteczność. Chodzi więc o to, aby w świadomości każdego odbiorcy pojawiło się powiązanie między jakimś haniebnym wydarzeniem, a twarzą znienawidzonego przeciwnika.

Każdy krok w tej materii jest dokładnie zaplanowany. Czy istnieje większy cios dla polityka walczącego o „stołek” niż podważenie jego wiarygodności? Nie, i na tym bazują specjaliści, jeśli zechcą „pobawić” się w czarny PR. Jedną informację są w stanie zmodyfikować w taki sposób, by odbiorcy przekazu doszli do zupełnie innych wniosków, do jakich doszliby, gdyby obejrzeli niezmanipulowany materiał. Na szczęście, proceder ten jest krytykowany i opisywany wprost słowem: „nieetyczny”. Jeśli do wiedzy opinii publicznej wyciekną głosy o tym, że któryś z przeciwników brał udział w tym procederze, jest to jego gwóźdź do zawodowej trumny. Zostaje (słusznie) uznany za oszusta i człowieka niemoralnego.

Prawdopodobnie więc, mało kto chce angażować się w tego rodzaju przedsięwzięcie. Pocieszające, choć smuci fakt, że są ludzie zdolni podobne niegodziwości, by sprawować rząd dusz.